Jak wygląda casting do Top Model. Zostań modelką?

poniedziałek, 13 stycznia 2014    0    Lifestyle

Jak wygląda casting do Top Model. Zostań modelką?

W związku z tym, że niezwykle interesuje Was moja przygoda z programem Top Model, postanowiłam zrobić na ten temat odrębny wpis na blogu.

Na wstępie muszę Wam powiedzieć, że to nie był mój pierwszy w życiu casting. Pierwszym, w jakim wzięłam udział, był casting do programu Idol. Opowiem Wam o nim, ponieważ to świetny wstęp do dalszej części historii a zarazem przestroga dla naiwnych.

*Osoby mieszkające na wsi, z dala od aglomeracji miejskich (gdzie dostęp do informacji jest znacznie łatwiejszy), do dzisiaj nie mają pojęcia o tym, jak naprawdę wyglądają takie castingi i na jak dużą skalę media manipulują widzem.

Casting do Idola

To była któraś edycja z kolei, nie pamiętam już dokładnie, która. W jury Idola zasiadali wówczas: Kuba Wojewódzki, Elżbieta Zapendowska, Robert Leszczyński oraz Jacek Cygan.

W tamtym czasie mieszkałam jeszcze na wsi i moja wiedza na temat castingów była znikoma. W zasadzie wiedziałam tylko to, co pokazywali w telewizji: tłumy ludzi stojących od 4-5h rano pod budynkiem, czekających na casting i rozmowę z jury. 

Chodziłam wówczas do liceum i po cichu marzyłam o karierze wokalistki (odsyłam do tekstu 50 faktów o mnie). Do wzięcia udziału w castingu namówili mnie znajomi. Jako że lubię wyzwania,  postanowiłam spróbować swoich sił w tym programie. Wybrałam miasto, do którego od zawsze najbardziej mnie ciagnęło - Warszawę. I wspólnie z koleżanką pojechałyśmy na casting (Alicja, jeśli to czytasz, to serdecznie Cię pozdrawiam). Przyjechałyśmy dzień wcześniej - chciałyśmy się wyspać przed castingiem. Wstałyśmy około 3h w nocy. Na miejscu byłyśmy około 5h nad ranem. I wtedy po raz pierwszy przeżyłam szok. Budynek był zamknięty a na placu przed nim nie było ANI JEDNEJ OSOBY. Przez moment przestraszyłam się, że pomyliłam miejsca. Gdzie są te wszystkie tłumy, gdzie telewizja, gdzie jury? - myślałam. Uspokoiłam się dopiero wtedy, kiedy po mniej więcej godzinie pod budynkiem zaczęli się pojawiać pierwsi uczestnicy castingu - podobnie jak ja zaskoczeni, że przyszło na niego tak mało osób. 

Prawdziwy tłum (choć wcale nie tak wielki jak ten znany mi z telewizji) zrobił się w okolicach 10h, tuż przed oficjalnym rozpoczęciem castingu. I wtedy zauważyłam kolejną dziwną rzecz: numery castingowe przydzielane były losowo. Nie obowiązywała praktycznie żadna kolejka: osoba przede mną otrzymała numerek 1205, ja naklejkę z numerkiem 40500, a następna osoba za mną - numerek 56. Dziś już wiem, jaki był tego powód. Widz oglądający program w telewizji widząc uczestnika z numerem 40500 myślał: „ten program jest bardzo popularny, na casting przychodzi TYLE osób”! Wystarczyło tylko zmontować to z tłumem ludzi i poinformować widza, że tłum ten obecny jest na każdym castingu już od 4h rano - i propaganda sukcesu gotowa ;-)

Ale to nie numerki były najgorsze. Najgorszym zawodem dla mnie okazał się... brak jury na castingu. Początkowo myślałam, że to jakiś żart. Jednym z powodów, dla których przyjechałam do Warszawy była bowiem chęć usłyszenia opinii zwrotnej na temat mojego głosu od słynnej Eli Zapendowskiej. Naiwna jechałam tam z zamiarem przekazania jej pozdrowień od swojego nauczyciela śpiewu, którego Pani Ela uczyła za czasów swojego pobytu w Opolu. Na miejscu okazało się jednak, że niestety nie będzie to możliwe.

W budynku, w którym odbywał się casting znajdowały się 4 różne sale (A,B,C,D), a w każdej z nich kilkuosobowe jury składające się z nieznanych mi osób (nie widziałam nawet ich twarzy - w pomieszczeniach było ciemno, a światło miałam skierowane prosto na twarz, co tylko mi to utrudniało). Przydzielono mnie do jednej z sal i po mniej więcej 10h czekania, wpuszczono na przesłuchanie. Pamiętam tylko, że powiedziano mi, że mam ładne nazwisko (wiadomo ;)). Zaśpiewałam utwór „Jesteś lekiem na całe zło” i wyszłam. I tak wyglądał cały casting. Trwał góra 5 minut. Nie usłyszałam żadnej informacji zwrotnej. Nie przeszłam dalej.

*W czasie, kiedy brałam udział w castingu do Idola nikt nie mówił głośno o precastingach. Osoby, które tego dnia przeszły dalej, musiały zostać do następnego dnia w Warszawie - wtedy dopiero odbywał się właściwy casting z udziałem prawdziwego jury. Tym samym dowiedziałam się, jak to możliwe, żeby 4-osobowe jury było w stanie przesłuchać „dziesiątki tysięcy” uczestników jednego dnia ;-)

Nawet nie wiecie, jak bardzo byłam zawiedziona tym, co wydarzyło się w Warszawie. Tak bardzo, że postanowiłam nie oglądać edycji, w castingu do której brałam udział. 

I w zasadzie to byłby koniec tej historii, gdyby nie to, co wydarzyło się kilka miesięcy później. Któregoś dnia (w czasie gdy emitowano odcinki castingowe z Warszawy) znajomi zabrali mnie na kawę i postawili w ostrzu pytań, zarzucając mi kłamstwo. Wszyscy zgodnie twierdzili, że dzień wcześniej obejrzeli odcinek castingowy Idola z Warszawy, w którym pokazano jak śpiewam, a także... - i tu uwaga - moją rozmowę z PRAWDZIWYM JURY! Byłam w szoku. Okazało się bowiem, że zmontowano materiał z mojego castingu z przypadkowymi wypowiedziami prawdziwego jury, dotyczącymi występu innego uczestnika! I wtedy przeżyłam kolejny zawód. Najgorsze było to, że nic nie mogłam z tym zrobić - na castingu podpisałam bowiem umowę (było to obowiązkowe), na mocy której telewizja mogła wykorzystać mój wizerunek w dowolny sposób. Wszystko to razem sprawiło, że nigdy później nie wzięłam udziału w castingu do tego typu programu.

Aktualizacja: 14/01/2013

Modeling

Tuż po zakończeniu liceum zamieszkałam w Warszawie. Któregoś dnia wyszłam z pracy na lunch. Pamiętam, że padał deszcz, w związku z czym wyglądałam strasznie ;-) I właśnie wtedy zaczepił mnie skaut jednej z najbardziej znanych agencji modelek w Warszawie - Mango Models.

Tydzień później zjawiłam się w agencji. Zamknięto mnie w pokoju o wielkości 2 na 2, gdzie przez kilkanaście minut przyglądało mi się uważnie kilka osób, z każdej strony. Poproszono mnie również o założenie kostiumu kąpielowego. Czułam się jak zwierzę w klatce - tak bym to określiła. Nie powiem, żeby mi się to podobało - te świdrujące spojrzenia i ocenianie każdego aspektu mojej figury. Usłyszałam wówczas, że:

  • mam świetną figurę do reklamowania bielizny i strojów kąpielowych
  • komercyjny typ urody 
  • ale że powinnam schudnąć (ważyłam wówczas 50 kg przy wzroście 176 cm), ujędrnić swoje ciało (zacząć chodzić na siłownię) i chodzić na masaże wyszczuplająco - modelujące
  • zasugerowano mi również zmianę koloru włosów na jeszcze jaśniejszy blond niż miałam

Następnie wpisano mnie do bazy i wysyłano smsy z informacjami o castingach do pokazów i reklam. Wzięłam udział w kilku z nich, ale moje ówczesne niskie poczucie własnej wartości i nieśmiałość w połączeniu ze stresem, jaki wzbudzały we mnie świdrujące spojrzenia nieznanych mi osób sprawiły, że szybko tego zaprzestałam. W rezultacie nie podpisałam kontraktu z agencją. 

Później, kiedy pracowałam w perfumerii Douglas, odezwało się do mnie kilka kolejnych agencji. Współpraca z nimi wymagała jednak chodzenia na czasochłonne castingi, często odbywające się w godzinach mojej pracy. Musiałam więc z nich zrezygnować. 

Pre-casting do Top Model. Zostań modelką

I wtedy pojawił się program Top Model. A wraz z nim zaczęło się namawianie mnie na wzięcie udziału w castingu. Minęła pierwsza edycja, a ja nadal uważałam, że nie mam po co tam iść, bo i tak się nie dostanę. Miałam w końcu 25 lat i już nie ważyłam 50 kg, co w połączeniu z moim komercyjnym typem urody sprawiało, że szanse dostania się do programu były nikłe. Takie było moje zdanie.

Jednak moi znajomi i rodzina namawiali mnie na wzięcie udziału w castingu do Top Model.Zostań modelką tak bardzo, że w końcu uległam ich namowom. Po części z ciekawości a po części po to, żeby udowodnić im, że nie przejdę dalej. Miałam bowiem dość wysłuchiwania, że nie wykorzystuję swojej szansy i że nie mam racji co do tego, że się nie nadaję.

To była druga edycja Top Model, 7 lipca 2011 roku. Jeden z castingów do programu odbywał się w Warszawie, w Hali Torwar przy ulicy Łazienkowskiej. Rozpoczynał się około 10h. Bazując na doświadczeniu z Idola, zjawiłam się na miejscu o czasie. Niestety, to nie pomogło - zanim rzeczywiście rozpoczął się casting (otwarto drzwi do budynku) minęło kilka godzin. W tym czasie starałam się trzymać jak najdalej od miejsca, w którym nagrywano materiał do programu. Przed budynkiem zbudowano  bowiem małą scenę, na której Joanna Krupa, Michał Piróg i Weronika Lewicka nagrywali swoje kwestie do programu. Ekipa kazała uczestniczkom castingu ustawić się pod sceną (nawet tym, które i tak nie mogłyby wziąć udziału w catingu ze względu na ograniczenia wiekowe) po to tylko, by klaskały w dłonie, skakały i krzyczały na komendę różne kwestie. Czasem nawet kilkanaście razy - realizowano bowiem wiele dubli. Pamiętam, że nagrałam nawet kilka krótkich filmików pokazujących ten proceder. Minęło jednak mnóstwo czasu i zdążyłam je usunąć (filmowanie było zabronione). Przyglądałam się więc temu cyrkowi z daleka zastanawiając się, co ja tam w ogóle robię ;-) 

W końcu, po jakichś dwóch godzinach siedzenia na trawie (na szczęście było lato), organizatorzy poinformowali, że za chwilę otworzą się drzwi do budynku i że mamy się spieszyć (kto pierwszy, ten lepszy). I wtedy wydarzyło się coś śmiesznego - dziewczyny zaczęły biec w stronę drzwi, otwierających się pod ich naporem, wbiegać do budynku i... otrzymywać puste kartki A4 ;-) hahaha Szkoda, że nie widzieliście ich min. Okazało się bowiem, że organizatorzy potrzebowali zrobić ujęcie, na którym widać, jak wiele osób pragnie dostać się do programu i jak bardzo są one zdeterminowane. Niektóre dziewczyny były bardzo wkurzone. Nie dziwię się - traktowanie ludzi jak idiotów nigdy nie jest zbyt miłe.

Po kilku godzinach czekania otrzymałam swój numerek (historia ta sama, co w Idolu - każdy inny, sugerujący o wiele większą liczbę osób biorących udział w castingu niż to miało miejsce w rzeczywistości) i krótką ankietę do wypełniania (wiek, rozmiary, doświadczenie w pracy jako modelka itp.) Pierwszeństwo w castingu miały osoby posiadające własne zdjęcia. Większość ich nie miała, więc musiała czekać na to, aż wykona im je fotograf a następnie zostaną one wydrukowane. I to była masakra. Najpierw stało się ponad dwie godziny w kolejce do fotografa, który robił byle jakie zdjęcia a potem kolejne dwie w kolejce po odbiór zdjęcia. Na miejscu panował taki chaos, że do tej pory zastanawiam się, jak to możliwe, że ten casting się w ogóle odbył. Organizację oceniłabym jako beznadziejną.

Moje zdjęcie* było fatalne i wyglądało tak:

*Przepraszam za jakość - to jedyne zdjęcie, jakie mam. Zrobiłam je telefonem - kartkę musiałam oddać ekipie castingowej.

Casting do programu Top.Model.Zostań modelką - Dorota Goldmann

W pewnym momencie kazano wszystkim uczestniczkom castingu wyjść z budynku. Trzeba było bowiem nagrać scenę, w której nadlatuje helikopter, z którego wychodzi jury. A do tego potrzebni byli statyści. Po co płacić statystom, skoro można wykorzystać uczestniczki programu, które zrobią to za darmo? ;-) Najpierw stałyśmy więc godzinę na dworze czekając na pojawienie się helikoptera, a potem jeszcze trochę na zrobienie kilku dubli. I oczywiście cały czas musiałyśmy być blisko - na tyle, żeby obejmująca nas kamera sugerowała, że było nas tysiące (w rzeczywistości było nas około 500).

Po powrocie do budynku nadal czekałyśmy na swoją kolej. W międzyczasie kilka osób z ekipy programu (m.in. Kasia z 1 edycji) chodziło i robiło wywiady z uczestniczkami castingu.

A jak wyglądały uczestniczki? Większość przyszła w makijażu, ubrana jak na imprezę. Ja natomiast byłam bez makijażu i ubrana byle jak (w stosunku do nich). Wiedziałam bowiem, że na casting z prawdziwego zdarzenia powinno się przychodzić bez makijażu. Podkreślano to również w programie. Ale na castingu mało kto tego przestrzegał. Nie muszę chyba dodawać, jak fatalnie się czułam wśród tych wszystkich dziewczyn wyglądających lepiej ode mnie? ;-)

Po mniej więcej 10 h czekania zaproszono mnie do jednej z sal (znowu to samo: A,B,C i D). Do pomieszczenia z lustrami, wyglądającego jak sala gimnastyczna, wchodziło po 5 dziewczyn jednocześnie. 4-osobowe jury (nie wiem, co to byli za ludzie), przyglądali się nam, niektórym zadając pytania. Dziewczyny wychodzące z sali twierdziły, że im dłużej jury rozmawia z dziewczyną, tym większa jej szansa na to, by przejść dalej. Ja zamieniłam z jury kilka zdań. Powiedziałam, że jestem psychologiem i w związku z tym wiem wszystko na temat mężczyzny siedzącego przede mną (to był żart bazujący na tym, że wiele osób tak ocenia psychologów). Zainteresowało go to na tyle, że zapytał mnie, co o nim sądzę. Następnie poprosił mnie o to, żebym pokazała się w stroju kąpielowym i przeszła się jak po wybiegu. Po kilku minutach wszystko było jasne - z 4 dziewczyn, z którymi weszłam do sali, przeszła tylko jedna. Po usłyszeniu słowa dziękujemy, zaczęłam iść w stronę drzwi myśląc: „w końcu mam to z głowy. Będę mogła wszystkim powiedzieć, że miałam rację mówiąc, że się nie dostanę”. I wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Kiedy wszystkie dziewczyny wyszły, mężczyzna siedzący w jury mnie zawołał i powiedział:

- Jesteś w stanie schudnąć x (nie pamiętam, ile powiedział - chyba 7) kilogramów do programu?

- Tak.

- To, co zrobiłaś, było super. Powiedz coś podobnego jutro na castingu. Gratuluję, przechodzisz dalej.

Byłam w szoku.

I wtedy się zaczęło. Kiedy wyszłam z sali, było około 20h. Otrzymałam czerwoną bransoletkę z napisem Top Model - oznaczającą, że dostałam się do castingu telewizyjnego, który miał się odbyć następnego dnia.

*Były jeszcze bransoletki pomarańczowe - osoby, które je dostały, musiały przejść JESZCZE JEDEN precasting - po to, by w dogrywce przejść do castingu telewizyjnego. Na szczęście mnie to ominęło.

Byłam bardzo zmęczona - kilkunastogodzinne czekanie i stres zrobiły swoje. Kiedy więc po wyjściu z sali usłyszałam, że zanim wrócę do domu muszę jeszcze wypełnić ankietę z kilkudziesięcioma pytaniami, byłam załamana.

A w ankiecie było wszystko. Pytania o to:

  • co lubisz jeść a czego nie
  • jakich cech w ludziach nie znosisz
  • czego boisz się najbardziej w życiu
  • czy lubisz rywalizację
  • a nawet, jaka jest Twoja największa życiowa trauma

Jednym słowem - wszystko, co tylko mogło się przydać w programie, a co można by było później wykorzystać. Przeciwko Tobie.

Udzielenie pisemnej odpowiedzi na te pytania zajęło mi ponad godzinę. Ale ankieta nie wystarczyła. Musiałam jeszcze udzielić wywiadu złośliwemu dziennikarzowi, który zadawał mi podchwytliwe pytania, usiłując wyprowadzić mnie z równowagi a także pozować do zdjęć z karabinem (filmik pokażę Wam na facebooku).

Casting do programu Top Model.Zostań modelką - Dorota Goldmann

Następnie poinformowano mnie, że następnego dnia mam się zjawić w tym samym miejscu o tej samej godzine, w TYCH SAMYCH UBRANIACH. Nie powiem, żebym była z tego powodu szczęśliwa, wręcz przeciwnie. Nastawiając się na to, że nie przejdę dalej, założyłam na siebie pierwszą z brzegu koszulkę z Hello Kitty. Koszulka ta stała się moją obsesją. Byłam przekonana, że jury się do niej przyczepi.

*Przychodzenie w tych samych ubraniach sprawiało, że można było zmontować materiał z dwóch dni w całość, sugerując, że wszystko wydarzyło się jednego dnia. Aspekt higieniczny tego zabiegu nikogo nie interesował ;-)

Casting telewizyjny do Top Model. Zostań modelką

Tego dnia do domu wróciłam około 1h w nocy. O 10h rano niewyspana zjawiłam się z powrotem na Torwarze (nie mogłam zasnąć, zastanawiając się, co takiego wydarzy się na castingu telewizyjnym). 

Zanim wpuszczono nas do budynku, minęła godzina. W tym czasie na miejscu zjawiło się około 40 dziewczyn wybranych spośród 500, które dzień wcześniej zjawiły się na pre-castingu, w tym: 

  • Michalina Manios
  • Vera Suprunenko
  • Natalia Piaskowska
  • Viktoria Driuk
  • Angelika Fajcht 
  • oraz Olivia Downar - Dukowicz (kibicowałam jej od samego początku - miała komercyjny typ urody, ale była bardzo ładna) 

Co ciekawe, większość z nich (poza Angeliką) dostała się nie tylko do dalszego etapu programu, jakim był wyjazd na Mazury, ale również do finałowej 13-tki. Wszystkie dziewczyny możecie zobaczyć w czołówce: 

Po wejściu do budynku zaprowadzono nas na halę, w której odbywał się casting. Była ogromna i panował w niej mrok. Na jej środku ustawiono długi, biały podest, oświetlony dookoła setkami lamp. Na widowni i przy wybiegu siedziało kilkadziesiąt osób z ekipy: techników, dźwiękowców, oświetleniowców itp. Wierzcie lub nie, ale kiedy to zobaczyłam, ugięły się pode mną nogi - wtedy po raz pierwszy pomyślałam o tym, żeby stamtąd uciec ;-) Myśl ta towarzyszyła mi od tamtej pory bezustannie, aż do zakończenia castingu. Ostatecznie jednak ciekawość i chęć pokonania własnego strachu okazały się silniejsze.

Niestety nie dysponuję żadnym zdjęciem tej hali z dnia castingu. Ale wklejam zdjęcie hali - żebyście mogli sobie wybrazić, jak to wszystko mniej więcej wyglądało.

Hala widowiskowo-sportowa, Torwar, Warszawa

Reżyser programu zaprowadził nas na wybieg i pokazał różową kropkę na jego końcu - miejsce, w którym należało się zatrzymać w trakcie castingu. Każda z nas otrzymała możliwość przejścia się po wybiegu w rytm muzyki z Top Model („Wanna be on top?”). 

Poinformowano nas o tym, jak należy to robić - ile razy i gdzie się zatrzymać oraz gdzie patrzeć - z przodu i z tyłu znajdowały się bowiem kamery. Najgorsza była ta z przodu - oddzielająca jury od wybiegu - przesuwała się w prawo i lewo nie dając o sobie zapomnieć (w telewizji jej w ogóle nie widać). 

Następnie wróciliśmy do głównego holu budynku. Tam podzielono nas na grupy. Część z nas została w holu a część udała się do specjalnie wydzielonego pomieszczenia - na potrzeby tekstu nazwę go room. Wywoływano z niego po 2-3 osoby, które następnie wpuszczano na halę widowiskową. Reszta dziewczyn nie miała zatem pojęcia, co się dzieje na dole: jakie pytania zadawane są uczestniczkom i jakie zadania otrzymują one od jury. 

Realizatorzy programu porozumiewali się ze sobą zą pomocą krótkofalówek. Ci z hali informowali tych z góry o tym, która dziewczyna przeszła a która nie. Za każdym razem po otrzymaniu informacji o tym, że jakaś uczestniczka przeszła dalej, dziewczynom z roomu kazano wstawać, krzyczeć, skakać i cieszyć się na jej widok - czego się nie robi dla programu? ;-)

W międzyczasie wydarzyła się bardzo ciekawa rzecz. Jedna z dziewczyn przeszła casting telewizyjny, ale po powrocie z hali... zrezygnowała z dalszego udziału w programie. Do tej pory nie mam pojęcia, co się stało - oczywiście nie pokazano tego w telewizji. Może chciała się tylko sprawdzić a może zobaczyła, z czym będzie się wiązać dalsze uczestnictwo w programie i dała sobie spokój? 

Kiedy po 11 h czekania w końcu mogłam wejść na halę, byłam tak zmęczona, że wszystko było mi już obojętne. Tam również musiałam czekać na swoją kolej - przede mną były jeszcze 3 dziewczyny. Tuż przed wejściem na scenę jakiś nieznany mi człowiek wypytywał nas, co zamierzamy zrobić, żeby dostać się do programu. Widać było, że parcie na historie było ogromne.

Rozmowy z Michałem Pirógiem nagrywano osobno (przed wejściem na casting). Nie było tak, że tuż po niej wchodziło się na wybieg, wręcz przeciwnie. W czasie gdy jedna dziewczyna rozmawiała z Michałem, druga była już na wybiegu. 

Wreszcie nadeszła moja kolej. I wtedy stało się coś, czego nie potrafię zrozumieć do dzisiaj - coś mi odbiło (chyba adrenalina) i jak tylko skierowano na mnie kamerę a Michał zapytał, jaka jestem, powiedziałam: 

- Wybuchowa

- To znaczy?

- To znaczy, że jak się kłócę, to rzucam szklankami i talerzami (nigdy tego nie robiłam, nie mam pojęcia, dlaczego tak powiedziałam)

- W takim razie pokaż, jak to robisz (kłamstwo ma zawsze krótkie nogi -pamiętajcie ;-))

Niewiele myśląc wzięłam leżący nieopodal koszyk i zaczęłam okładać nim Piróga (wcześniej uprzedził mnie, żebym robiła to tak, żeby go nie przewrócić) a ten złapał mnie w pasie i zaczęłam wymachiwać nogami. Porażka - pomyślałam. Ale prawdziwa porażka była dopiero przede mną.  Rozmowa z Michałem stanowiła jedynie chrzest bojowy przed wyjściem na scenę.

Aktualizacja 15/01/2014

Z chwilą wejścia na wybieg moje emocje sięgnęły zenitu. A była to iście wybuchowa mieszanka:

  • zmęczenia
  • stresu
  • strachu
  • adrenaliny
  • ciekawości itp.

Scena była bardzo śliska - musiałam myśleć jednocześnie o tym, żeby:

  • w miarę dobrze się zaprezentować
  • pamiętać, jak iść: gdzie się zatrzymać i w które kamery patrzeć
  • a przy tym wszystkim się nie poślizgnąć

I w zasadzie wszystko byłoby ok, gdyby nie pewien drobny szczegół, który zaważył na całej mojej rozmowie z jury. Kiedy stanęłam na różowej kropce i ucichła muzyka, nikt z jury się do mnie nie odezwał (założyłam, że tak się stanie). I to wyprowadziło mnie z równowagi. Totalnie spanikowałam, straciłam głowę. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, zamiast powiedzieć coś mądrego, zdołałam wydobyć z siebie jedno niezwykle „inteligentne” słowo:

Miau (nie ma co się śmiać - to mnie będzie prześladować całe życie - wszystko przez tego przeklętego Hello Kitty ;-)

Joanna Krupa: I co - będziesz nam tutaj teraz miauczeć?

Nie - to dopiero początek.

Tyszka: A jaki będzie koniec?

Zobaczymy.

Woliński: Studiowałaś psychologię?

Tak - dlatego doskonale wiem, co Państwo o mnie myślą. Przykładowo: Pan Tyszka myśli, że jestem za stara i za gruba na ten program (chciałam uniknąć jego przytyków, ale strzeliłam sobie w kolano dając mu argumenty do pośmiania się ze mnie), a Pan Woliński myśli, co się stało z jego ulubionymi płatkami pod oczy La Prairie (Pan Dawid był stałym klientem perfumerii, w której pracowałam i doskonale wiedziałam, jakiego produktu od dawna nie może kupić) - szkoda, że nie widzieliście jego miny ;-) Zdaje się, że Pan Dawid mnie rozpoznał, bo w tym momencie stwierdził tylko, że jego zdaniem nie nadaję się na modelkę (czyli nie powiedział mi nic niemiłego).

W przeciwieństwie do Karoliny Korwin - Piotrowskiej, która dowiedziawszy się, że prowadzę blog zaczęła się ze mnie wyśmiewać pytając, czy z tego się można w ogóle utrzymać.

Woliński: napisałaś, że byłaś w Mango Models. Co tutaj robisz?

Przyszłam pokazać, że nawet dziewczyny w moim wieku mogą powalczyć o swoje marzenia.

Tyszka: moja mama też by tak chciała - mówi to samo patrząc na zdjęcia młodziutkich modelek. 

Tak mniej więcej przebiegała ta rozmowa - jury mi dokuczało a ja tego słuchałam. W rzeczywistości przytyki były o wiele bardziej chamskie. Niestety nie pamiętam już wszystkiego dokładnie. Szczerze mówiąc nie wiedziałam, jak na to wszystko reagować. Nie to, żeby mi było przykro. Mama wychowała mnie tak, żeby nie pyskować do starszych. Członkowie jury byli znani a ja miałam świadomość, że wszystko co powiem, może zostać pokazane w telewizji. Nie chciałam być więc niemiła. 

*Po castingu obejrzałam materiał, z którego dowiedziałam się, że jury specjalnie było niemiłe dla uczestniczek, żeby wydobyć z nich emocje i chęć walki. Gdybym wiedziała o tym wcześniej, pewnie inaczej bym się zachowała. A już na pewno byłabym na to przygotowana.

Nie miałam też wystarczającej motywacji, żeby przejść dalej. Z różnych względów.

  • od samego początku szłam do Top Model z przekonaniem, że się do niego nie nadaję. Decyzję o wzięciu udziału w tym programie podjęłam z dnia na dzień, tuż przed castingiem. 
  • zdawałam sobie sprawę, że nawet gdybym przeszła dalej, i tak nie zostałabym modelką (z uwagi na swój wiek emerytalny) 

Idąc do programu miałam świadomość tego, że żeby przejść dalej, będę się musiała sprzedać. Najlepiej opowiadając jakąś rzewną historię na swój temat. Smutne historie wzbudzają bowiem emocje, którymi kupujesz sympatię jury i widza i - co za tym idzie - oglądalność i reklamodawców. Zwróćcie zresztą uwagę na to, kto przechodzi w tego typu programach dalej: niepełnosprawni, biedni, płaczący, chorzy, po zmianie płci, mający problemy życiowe itp. Ja tak nie chciałam. Choć mogłam. Moja historia była bowiem modelowa - dziewczyna z małej wsi, z patologicznej rodziny (ojciec alkoholik, zmarły na raka). Wystarczyło to tylko opowiedzieć i rozpłakać się na oczach wszystkich - przejście do dalszego etapu miałabym jak w banku. Ale nie chciałam. Jak wiecie, mam bardzo silną osobowość. Zbyt silną, by się nad sobą użalać (z tego samego powodu nie lubię słabych jednostek). Dlatego tego nie zrobiłam. 

Kluczem do osiągnięcia sukcesu było odpowiednie przygotowanie się do castingu. Należało mieć na siebie pomysł. Nie to, żebym była nudna lub mało kreatywna, wręcz przeciwnie. Po prostu niezbyt poważnie podeszłam do tego programu i nie wymyśliłam zawczasu nic odpowiedniego (abstrahując od smutnego dzieciństwa).

O tym, że wzięłam udział w castingu do Top Model wiedziało zaledwie kilka najbliższych mi osób. Premierę odcinka castingowego z Warszawy oglądałam siedząc na facebooku i zastanawiając się nad tym, czy i co zostanie pokazane w telewizji i czy któryś ze znajomych mnie rozpozna (1 osobie się udało). Na moje szczęście pokazano tylko jakiś 3-sekundowy urywek - moment, w którym dogryzał mi Tyszka. Moje "miau" zostało pominięte - odetchnęłam z ulgą ;-)

Czy żałuję, że wzięłam udział w tym programie? Nie. Traktuję to jako ciekawą przygodę, dzięki której dowiedziałam się nie tylko tego, jak wygląda produkcja programu Top Model od środka, ale również czegoś o sobie - tego, jak stres i adrenalina mogą wpłynąć na moje zachowanie. I nie - nie traktuję tego w kategoriach porażki, wręcz przeciwnie - dla mnie to bardzo cenne doświadczenie. Jestem przekonana, że gdybym regularnie brała udział w takich castingach, zachowywałabym się zupełnie inaczej, lepiej. Najgorzej jest bowiem zawsze za pierwszym razem. Każdy kolejny uczy nas czegoś nowego, w tym odporności na stres czy krytykę. W psychologii nazywa się to habituacją bodźca ;-) 

Czy wystąpiłabym w Top Model ponownie? Gybym była młodsza - być może. Teraz jestem na to już za stara i za gruba ;-)

Co bym doradziła dziewczynom chcącym wziąć udział w programie Top Model?

  • przygotować się do castingu - nie tylko w zakresie wyglądu, ale również tego, w jaki sposób umiejętnie się sprzedać (w pozytywnym znaczeniu tego słowa)
  • oraz to, aby się nie poddawać. Chodzić na wszystkie castingi i nie zrażać się krytyką (przy założeniu, że naprawdę marzysz o karierze modelki z prawdziwego zdarzenia).

Niezależnie od tego uważam, że i tak znacznie lepszym sposobem na zrobienie kariery są: ciężka i systematyczna praca a nie program telewizyjny obliczony na zarabianie pieniędzy dla stacji.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie. A może sami braliście kiedyś udział w jakimś castingu do programu telewizyjnego? Dajcie znać?

PS Odcinek z moim udziałem znajdziecie TUTAJ (12:19).

  • Twoja ocena:
  • 4.7 (88 głosów)
Podobał Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się do mojego newslettera, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach o perfumach i nie tylko. Nikomu nie ujawnię Twojego adresu!